Kto to są Ossi, to wiadomo - dawni mieszkańcy NRD. Albo mieszkańcy landów które dawniej były w NRD, bo czasami kiedy słucha się opinii Niemców z zachodu (czyli Wessich) wydaje się, że status Ossi jest dziedziczny.
Ossi z jednej strony mają parę irytujących cech. Statystycznie częściej głosują na autorytarne, populistyczne czy wręcz neofaszystowskie partie typu AfD (alternatywa dla Niemiec) czy BSW (Sojusz Sahry Wagenknecht, ugrupowanie dawnej działaczki NRDowskiej partii SED). Tęsknią do komunistycznej przeszłości, wzdychają do wielkiej Rosji i uważają, że z tym pomaganiem Ukrainie to dajcie państwo spokój, kto to słyszał. 
Z drugiej strony, nie da się nie zauważyć, że zjednoczenie Niemiec nie było żadnym zjednoczeniem, a tylko przejęciem przez RFN upadającego NRD, które następnie zostało najzwyczajniej skolonizowane przez Wessich. Mieszkańcy wschodnich Niemiec stali się w pewnym sensie obywatelami drugiej kategorii we własnym - do niedawna kraju. Wielu straciło pracę, pozycję zawodową, niektórzy także mieszkania. Do dziś we wschodnich landach ludzie na wyższych pozycjach w biznesie, nauce czy administracji to prawie w 100% przyjezdni z Zachodu. Co jeszcze gorsze, w stosunku do Ossich pojawiło się w Niemczech społeczne zjawisko nazywane fachowo orientalizacją, czyli wrzuceniem ich do jednego worka jako innych, obcych i trochę dzikich ludzi ze wschodu. To samo zresztą miało miejsce w stosunku do Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, tyle, że my mieliśmy swoje własne państwo, w którym mogliśmy się rządzić, mianować na ważne stanowiska. A jeśli ktoś miał ochotę, to nawet wybrać polityka, który nawrzuca tym z zachodu i symbolicznie zawalczy o naszą godność (nie żebym był fanem PiS, ale ich rządy to był taki właśnie wentyl bezpieczeństwa dla sfrustrowanych). Tymczasem Ossim państwo zabrano, instytucje zaorano i wytłumaczono, że są zepsuci latami komunistycznej indoktrynacji i do niczego się nie nadają (serio, były nawet dysputy o tym, że wschodnioniemieccy piłkarze nie grają zespołowo, bo NRD nie nauczył ich współpracy). W sumie więc nic dziwnego, że najpierw zaczęli z sentymentem wspominać przeszłość (w tym przyjaźń z ZSRR), a potem głosować na antysystemowe partie.
O wszystkim tym pisze w nieprzetłumaczonej niestety na polski książce „Wschód - zachodnioniemiecki wynalazek” profesor Dirk Oschmann, sam jeden z niewielu Ossich na profesorskich stanowiskach (tu kudos dla Uli Ptak, na której facebookowym profilu pierwszy raz o tym przeczytałem).