Trochę napisałem o tym już pod hasłem o cyfryzacji. Niemcy mają w nazwie „Republika Federalna” i za tą nazwą idzie rzeczywistość. Poszczególne landy to nie jest odpowiednik polskich województw; każdy ma swój ustrój, samorząd i kompetencje; różnią się terminy ferii szkolnych, dni wolne od pracy (najwięcej ma Bawaria a najmniej Berlin), systemy oświatowe czy regulacje covidowe. Urzędy centralne są rozsiane po całym kraju. Rząd federalny oczywiście siedzi w Berlinie, ale np trybunał konstytucyjny jest w Karlsruhe, Federalny Urząd Śledczy w Wiesbaden, Sąd Administracyjny w Lipsku a Sąd Finansowy w Monachium. Media są w Hamburgu, największe gazety wychodzą we Frankfurcie i Monachium, banki są we Frankfurcie a startupy w Berlinie. Co za tym idzie, normalne jest że ludzie pracują np we Frankfurcie, ale dojeżdżają z Monachium czy Bremy.
Decentralizacja ma swoje wady i zalety. Z jednej strony, nie ma syndromu stolicy i peryferii a regionalne ośrodki nie są drenowane z ludzi i kapitału. Ale z drugiej, brak synchronizacji między landami w najprostszych nieraz sprawach (gdzie trzeba nosić maseczkę zwykłą a gdzie FFP2?) potrafi utrudniać życie. Już nie mówiąc o poważniejszych sprawach jak system szkolny.
Federacja
Litera: F
Brak komentarzy. Bądź pierwszą osobą, która skomentuje!
Dodaj komentarz